Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męsko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą męsko. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2013

jest pokusa!

No taka zwykła...babska:)
Nie za bardzo wierzę w cuda. Nie przepadam też za miłymi i bardzo opalonymi (i szczupłymi !!!!! AAAAAAAAAAAAAAAAAA!) babeczkami, które zaczynają zdanie od "kochane moje!":) Ale gapię się jednak w tego fejsbuczka i widzę wyraźnie jak te grubaśkie lejdis z cellulitem wodnym i innymi gatunkami jego, przeistaczają się jednak w mega dupki z sześciopakiem na brzuchu.
No i to jest tak...
Nie bardzo temu ufam, bo każdego dnia rzeźbię coś zawodowo w photoshopie...no i wiem jak jest:). Sama znalazłam się kiedyś na okładce ELLE za sprawą sprawnych rączek grafika i do dziś pękam ze śmiechu jak to widzę:)
Upatruję zatem podstęp wszędzie:)




Całe życie jestem na diecie, którą mogę nazwać śmiało "dieta gówno warta", bo jeść lubię i cukierki też.
Potrafię wyżreć w nocy z paczki całe kakao, bo oszukując sama siebie nie kupię michałków do domu...a w ciemności przychodzi jednak potrzeba nagła i coś pociumkać słodkiego muszę! Nie polecam, bo kakao przykleja się do podniebienia...no chyba że jest w granulkach, to nawet spoko!

Biegam po okolicznym zakrzaczałym terenie, latam na siłownię w soboty, gdy normalni ludzie smacznie spią, jeżdżę na rowerze do pracy w upale 40 stopni topiąc oponki w asfalcie i co? Gówno!
Zaprzepaszczam to, bo jak już się tak spocę mocno i zmęczę to mam poczucie, że przecież mogę tę latte z bitą śmietanką wciągnąć. Czyż nie? A makaronik ze śmietanowym to nie? No mogę..owszem!

I nagle ta cholera Chodakowska! Jakaś córka szatana czy co?
I treningi, w których nazewnictwie nie potrafię się nadal połapać za nic!
I te lejdis z gębą pełną sukcesu "jadłam kluseczki a mam dupcię jak marzenie".
I wiecie jaką mam pokusę? Skoro mogłam żreć Dukana i nie umarłam, to mogę chyba poskakać jak pajac przed tv. Sprawdzić to na własnej dupie a potem powiem Wam czy to prawda. Tej małej grupce wyjątkowych 240 osób, które zechciały się przyznać, że czasem nas czytają. Opowiem. Szczerze do bólu. 

Dzisiaj zapisałam linki do tych cholernych ćwiczeń i zrobiłam focię brzucha z dystansu:). To trudny moment:), ale odbiło mi, bo siedzę sama od tygodnia a życie singla nie jest mi znane.
Jem w kółko jajka, trącający pleśnią chleb i zupy Amino i to wywołuje zmiany w mózgu mym.
Nie wiem czy zbiorę się do kupy, ale się postaram:)
I będę robić fotę co 2 dni:) I zrobię wernisaż blogowy "od słoninki do zajebistej dziewczynki:).


p.s. ale wybaczcie mi...jeśli się nie uda to tej foty z dziś nie opublikuję!!!! za nic! za nic! za nic!:)
dobrej nocki!


czwartek, 21 marca 2013

w poszukiwaniu tożsamości...

Nie wiem czy lubię ten tekst, który właśnie przeczytałam. Wkurza mnie i śmieszy zarazem, bo jest miejscami pocieszny...jak powiastki i legendy. Czytuję autora, bo ma gębę niewyparzoną i za to mu chwała. Poza tym zgadzam się czasem z opiniami różnymi cytowanego. Jednak nie lubię słowa "rżnąć". Ono mnie irytuje. Tak samo jak "ruchać", które szczęśliwie tutaj nie padło! Brzmi tak wulgarnie, że aż mi to przeszkadza a przecież nie wyłącznie słowa motyle z ust mych się wydobywają. Rani to moje uszy jak kreda piszcząca po zielonej tablicy w podstawówce.

Cyt.: "Biznes to męski świat. Kobiety tam trafiają na szczyt jeśli mają jaja. Są zmaskulinizowane. Rywalizują jak faceci. Kopią jak faceci. Prowadzą jak faceci. Klną jak faceci. Ba, są lepsze od nich bo oprócz tego, że nabywają męskie cechy z natury są okrutniejsze".

Jakie niby męskie cechy nabywają te kobiety?
Że wąsy nam rosną i włosy w nosie i na klacie? Że drapiemy się po jajach w garniturze Hugo Bossa podczas rozmowy telefonicznej i nawet nie wiemy, że to robimy? Że sikamy przy drodze jak nas "przyciśnie"?
To są typowo męskie cechy, bo chyba nigdy nie widziałam ani kury ani nawet korposuki w takiej akcji.
Co to znaczy kląć jak facet?
Że basem? Czy, że jak? Jakaś szczególna intonacja?
Co to znaczy prowadzić jak facet?
Że dłubiesz w nosie podczas jazdy swoim czarnym służbowym autem i myślisz, że masz zamontowane lustra weneckie?
Jak to jest być okrutną? a nawet okrutniejszą?
Że nie podlewasz kwiatków na oknie i one bieduleńki usychają, czy co?

Nie lubię też zero-jedynkowej segregacji. Albo kura albo suka. 

Bo teraz mam zagwozdkę...Jak wychodzę do pracy jestem suką. Bo wciskam się w wąską spódnicę do kolana, marynarkę i szpilki 10 cm. Wtedy, to pasuję do opisu. I zgodnie z powyższą teorią, trudniej mnie wtedy "zerżnąć" - to szczególnie ciekawe zdanie:)
Jak przekraczam próg domu i zmieniam strój na lekko łajzowaty i lumpiarski staję się kurą. Moja kurowatość narasta dramatycznie, wręcz pikuje! jak smażę kotleta mielonego lub schabowego, bo wtedy jestem kurą do tego stopnia, że zaczynam dziobać odruchowo bazylię stojącą na parapecie myśląc, że to trawnik...No i wtedy łatwiej ze mną żyć...no i zrobić to na "r" oczywiście:)

Czyżbym była zatem kurosuką? Czy może sukokurą? W sumie wronie bliżej jakby do kury...tylko te garsonki tu kompletnie nie pasują...Może jestem więc zwykłą kurą w dziwnym stroju? Przebraną, jak na bal karnawałowy.

Cyt.: "Lubię silne kobiety.  Lubię suki w garsonkach. Ale powiedzmy sobie szczerze o wiele łatwiej jest żyć i rżnąć kury domowe. Ko ko ko Kurwaryku"

Drogi i sympatyczny samczyku...Jeszcze łatwiej jest "rżnąć" siebie samego, bo do tego chyba nawet nie trzeba podnosić dupy z fotela;)

p.s chciałam też dodać też, że "kura" to raczej stan umysłu i przypomnieć, że kogut to też kura, tylko z paskudnie wiszącym grzdylem i sflaczałym irokezem w nawet fajnym kolorze:)
pozdrawiam wiosennie!!!





wtorek, 19 marca 2013

ku pokrzepieniu i wesołości lejdis, które na dzieci nadal oczekują:)

Dzieci to niezwykłe istoty. Bywają nieznośne i potrafią doprowadzić do szału każdą nawet największą oazę spokoju (i nie myślę tu o sobie bo oazą nie jestem:)). Mimo to darzymy je tak absurdalnym uczuciem, które jest aż trudne do zrozumienia. Dostajemy świra na ich punkcie, choć jeszcze nie tak dawno (gdy jeszcze nie posiadaliśmy własnych) zarzekaliśmy się, że nigdy, przenigdy! na ich punkcie nie ześwirujemy. I co? Gówno prawda! Wszystkie teorie można sobie wsadzić gdzieś..!
Dzieci mają jeszcze coś, czego my stare zgredy już niestety w większości nie posiadamy. Bo mam się zapomniało po drodze troszkę o tym...Zatarło. Wypadło z głowy.
Są wyjątkowo otwarte, szczere i niezwykle spostrzegawcze.



Ostatnio zaczęłam nawet spisywać nasze rozmowy z młodym i niektóre dość ciekawe pytania. Żałuję, że tak późno zabrałam się za to spisywanie, bo to całkiem niezłe copy:)
Dzisiaj 5 odcinków;)

M jak Młody odcinek 1:

Takie pytanie padło w całkiem miły wieczór:

Mamoooo? Czy to co masz na brzuchu i jest takie wielkie to są piersie? Bo zapomniałem..


Niech mnie ktoś uratuje! Bo zaliczyłam zgon!:)


M jak Młody odcinek 2:

Z serii: filozofia sześciolatka.

Akcja: Stacja benzynowa, mama płaci przy kasie za przetanią benzynkę.
Dokładnie przed oczami syna (110 wzrostu) stoi półka a wypełniona po brzegi prezerwatywami o smaku banana.


Syn: Mamooooooo?
Mama: Tak?
Syn: A co to jest?
Mama: Co?
Syn: No TO! (pokazuje palcem i nie pozostawia złudzeń o co pyta)
Mama: (proces toczący się w głowie) rety, rety! Co ja mam mu powiedzieć, aby wyjaśnić a nie skłamać straszliwie…?
Syn: No mamo! Co to jest?
Mama: Heeeeee
Syn: Mamo, bo mi się wydaje, że to są bananowe gumy albo takie specjalne torebki na banany…
Mama: Heeeee…masz rację synku…to jest w zasadzie jedno i drugie zarazem..

No cóż…zadziwiająco trafne spostrzeżenie:)


M jak Młody odcinek 3:

Z cyklu: poważne rozmowy.

- Mamooooooooooooo..

- Słucham?
- A ja wiem kto to jest kochanek!
- Tak? A kto to taki?
- To jest taki człowiek co bardzo, ale to bardzo kocha swoją rodzinę!



Taaaa..i niech tak może póki co zostanie:)


M jak Młody odcinek 4:

Syn: Mamoooo..
Mama: Tak?
Syn: A ja dzisiaj w przedszkolu zrobiłem najstraszniejszą rzecz w swoim życiu!

Mama: A jaką?
Syn: Napisałem na kartce „srać” i „cycki”. Ale musisz mi to wybaczyć, bo Maciek mnie do tego zmusił!!!!



Fala, czy co?:)



Z drugiej strony…luzik synu! 
Z tego co sobie przypominam, twoja mama napisała a nawet powiedziała w swoim życiu odrobinę gorsze rzeczy:)


M jak Młody odcinek 5:


Podsłuchałam z drugiego pokoju:)

Syn: Tato, czy ty jedziesz na szkolenie?
Tata: Tak synu jadę na szkolenie na 3 dni
Syn: I będziesz nocował w hotelu? Sam?

Tata: Nie sam...z kolegami..
Syn: Oj! To będziesz tęsknił..smutne..
Tata: No będę, ale jakoś sobie na tym szkoleniu poradzę:)
Syn: Tato..to jak chcesz to zabierz mój podświetlany globus ze sobą, pokażesz kontynenty kolegom...



Ech! Stary człowiek, pociąg trasy Łódź - Warszawa, 6 rano i globus..., płaczę ze śmiechu do dziś!:)


Zbieramy z Wroną takie teksty;) Macie jakieś swoje? Dawać nam tu. Pośmiejemy się razem.



wtorek, 12 marca 2013

żeby nie było, że nas szlag trafił...oł noł!

Cisza głucha na tym blogu. Bo i cóż się takiego wydarzyło wielkiego ostatnio, aby na ten temat poemat napisać?

1. Wróciłyśmy do czasów wczesnej młodości, gdy z uśmiechem na twarzy mogłyśmy pracować po 15 godzin na dobę. Pani Ewo! Pani Ewo! Pani Ewo! Logo w lewo, logo w prawo i troszkę w górę...tak o 3 mm..nie więcej! Prawdziwa samorealizacja. Aby przetrwać....ciąglę myślę o fakturze...tej co ją na koniec wystawię:)

2. W Watykanie czarny dym. Wolę siwy, ale czarny to fajny kolor, więc w sumie, ok;)

3. W Lidlu wina promocyyyyja wielka, co jest godne zauważenia! A do tego krewetki w realu za pół ceny - kupiłam wór wielki jak krowa i zjadłam w dwa dni...jak świnia:)

4. Użyłam dziś (z sukcesem) pierwszy raz nawigacji w telefonie, piszczałam z radości i śpiewałam "aj folou, aj folu ju". Pan w TIRZ-e chyba kazał mi się leczyć, bo pukał się w czoło patrząc na mnie wymownym wzrokiem. Że niby ON taki faken intelektualista! Wszak nie wiedział durny ON, że dla mnie - imbecyla technologicznego, to jak odkrycie nowego kontynentu! Gdy zostaję sama w domu na tydzień nie jestem w stanie odpalić TV. Są 4 pieprzone piloty. Już pierwszego dnia uruchomię opcję, dzięki której pojawia się wielki napis HDMI 2 na środku ekranu i nie wyjdę z tej opcji za cholerę, aż do powrotu do domu kogokolwiek. Myślę, że mój pies lepiej znał się na tym sprzęcie.

5. Jedna ciąża (i to chyba jedyne wydarzenie warte życiowej stop klatki), która wywołała u mnie automatyczne otwarcie zawiasów mojej szczęki i pozostanie jej w opcji "zastygła" przez dłuższą chwilę. Dodam w celach bezpieczeństwa: ciąża nie jest moja...Musiałam to dodać, bo boję się, że mi wspólniczka wylewu dostanie:)

6. Jeden pomysł na biznes - wrzucony na listę "do pilnej realizacji". Zrobimy! Opowiemy! Mam nadzieję, że kupicie!:)

7. 4 wizyty w figloraju na urodzinach wszelkich. Ulubiony moment: uparzenie do białości stóp w niebieskich kapcioszkach z folii.Tak mnie to wkurwia, że celowo im dziury robię szpilkami w workach, bo wiem, że z kosza wyciągają i każą nosić te samie jeszcze 15 razy!

8. Gościnna wizyta teściowej (3 dni) - trudny materiał na niezależny post;)

9. Odśnieżanie do utraty tchu. Szczególnie upierdliwe jest odśnieżanie auta. Ja nawet kupiłam taką szczotę z metrowym kijem, żeby zasięg zwiększyć znacznie. Jednak osoba wzrostu mego ma tylko jedną opcję - zwalić śnieg z auta bezpośrednio sobie na łeb!

10. Poza tym pochodziłam sobie w szpilkach po śniegu, bo wyszło słońce (zaświeciło tak pięknie i patrzyłam oczarowana w niebo nie patrząc zupełnie, co znajduje się nadal na ziemi). Dzięki temu mam podeszwy wygięte w łuk o promieniu 30 stopni.

11. Odkryłam nowy drink: lód + soplica orzech laskowy + mleko. Jakby nawet zsumować wszystkie lata mego życia, to w nigdy nie wypiłam tyle mleka! Myślę, że pobliski real zanotował rekordy sprzedaży łaciatego!:) Odstawiłam już, bo szybko zadziałało "pij mleko, będziesz wielki". Niestety tym razem chodziło o obwody...Głównie w okolicach dupska.


Dobra wystarczy. Okazało się, że jednak coś się dzieje:) I co za obrazek Wam tu załączyć skarbeczki?
Dobra...wkleiło się instynktownie:)





piątek, 4 stycznia 2013

Szczęśliwego Nowego Życia!:)

Lubie Święta. Bardzo. Mam jednak takie poczucie, że im dalej w las tym bardziej mnie one ubawiają niż nastrajają...jakoś szczególnie. Ale z pewnością jest to czas podsumowań i przemyśleń, co spieprzyliśmy i co w związku z tym wypada lub nawet trzeba naprawić w kolejnym roku. Co zacząć? Co zakończyć?

Każdy rok to kolejne przemyślenia i postanowienia, które śmiało możesz nazwać cyklicznymi, bo są identyczne jak te 10 lat temu. Nigdy niezrealizowane do końca, bo w okolicy marca opuszcza Cię już pieprzona moc realizacyjna. Ale zawsze jest też jakieś zupełnie nowe postanowienie. Zwykle skrajne, wynikające z wkurwu na siebie i głupotę własną. 

A skąd ten wkurwik poświąteczny?

W tym świątecznym mega czasie, w poczuciu misji, zawalczysz jak potrzaskana o świeży chleb w tłumie marketowych wariatów, zrobisz tonę żarcia, dwa miesiące wcześniej przygotujesz listę prezentów i ściągniesz je choćby z piekła samego (Mikołaj przecież nie jest jakimś debilem, żeby pumeksy rozdawać!!). Wyrwiesz na rynku mega choinkę "co z niej igły nie lecą" i wyprodukujesz własnoręcznie pierniki na nią, bo to przecież czad! Później padniesz na krzesełko, podniesiesz słuchawkę telefonu i złożysz osobiste życzenia ważnym dla Ciebie osobom (bez seryjnych sms-ów!!!). Niestety niektórzy nie poznają kim jesteś:), ale się nie poddajesz..dzwonisz dalej! Wspominasz, życzysz, pamiętasz imiona ich dzieci, kotów oraz psów, kanarków i innych takich...

Zrobisz stół, że fotę masz ochotę trzasnąć (wcześniej latałaś 3 godziny po IKEI w poszukiwaniu inspiracji).   Włożysz na ten wieczór z Mikołajem mega kieckę, buty na obcasie 10 cm (waląc dzięki temu czołem w szafkę nad zlewem jakieś 100 razy na godzinę - w kapciach się mieścisz, w obcasie już nie) i przyjmiesz gości.
Uwaga! RODZINA nadchodzi!!!
Część z nich już po 3 godzinach zorientuje się, że właśnie dziś masz imieniny...ooooo! YEAH! Niby nie nowość, bo Ewa masz na imię od urodzenia jakby...ale ok, grzybowa i pierogi potrafią odebrać rozum i pamięć nawet najbardziej pamiętliwym. Usłyszysz, że ładny ten stół, ale dużo gałęzi strasznie i zupełnie nie ma gdzie tych śledzi postawić. Aaaa!!! I te świece! Po cholerę tyle tych świec? Trzeba zdjąć, bo jeszcze się coś zapali albo ktoś się (nie daj Boże!!!) poparzy!!!
Później zjesz 2 kg szlamowatej ryby (bo teściowa robiła i zabije Cię wzrokiem jak nie zjesz)  i 3 kg klusek z makiem rozpaczliwie wierząc, że dzięki temu jednak pieniądze przykleją się do Ciebie a nie 2 dodatkowe kilogramy do dupska. Siorpniesz kompotu ze śliweczki, chociaż zapach ten zawsze wywoływał u Ciebie odruch zwany powszechnie wymiotnym.
Jesteś dzisiaj jakby taka...dystyngowana...Uśmiechasz się przepięknie do ciotek, wujków, babć i takich tam różnych...czując zmęczenie i ból wynikający z konieczności dostosowania się. Przecież dzisiaj MUSI być miło. Tradycja!:) Trochę ciupie Cię w głowie i masz ochotę na duuużo wina, ale to Wigilia przecież! Uspokój się! Usta tylko mocz w kielichu!

Przejrzysz później co przyniósł Mikołaj. OOO! Karty podarunkowe za 50 i 100 zł do 20 sklepów różnych marek, bo co Ci niby innego kupić. Przecież wszystko masz! Nie ma co wymyślać! Tylko nieliczni się odważyli...zaryzykowali i bach! Kupili! I chwała im za to! Znaczy, że zarejestrowali przez ostatni rok cokolwiek na Twój temat.
W poczuciu winy, że na Pasterkę raczej nie pójdziesz i dziecku odpowiednich wartości nie przekażesz, no i że masz prawdopodobnie jednak 2 kg do przodu..co robisz?
Skończysz łiskacza z własnym ojcem..ON też na szczęście lubi:)...nawet w Wigilię! Ma na imię Adam, ale o tym też nikt nie pamiętał...heheheh
Sytuację uratuje grono znajomych, którzy zameldują się u Ciebie zaraz po tym jak odjedzie ostatnia taksóweczka z RODZINĄ! Ci wiedzą jak się nazywasz! Oj tak!;)

Co czujesz?
Na ten i kolejne lata.
Za stara już jesteś, żeby udawać cokolwiek i kogokolwiek. Żeby pić śmierdzący kompot. Żeby wpadać w schematy, które nie są wcale Twoje tylko... czyjeś. Wystarczy już! Szkoda czasu, bo ten niestety bezlitośnie zapierdala!
Oczyszczenie dokonane...a postanowienia zmodyfikowane:

1. Zamiast schudnąć - nie przytyć!
2. Zamiast mówić ciągle "dla", powiedzieć czasem "ja"
3. Zamiast być osobą - być sobą! 



Teraz przepraszam wszystkich, których zaniedbałam w tym roku, roztrząsając się nad sprawami  dotyczącymi osób, które kiedyś wydawały się bliskie. 
Dziękuję tym, od których nadal się uczę pokory i tym którzy poświęcili mi szczerze w tym roku choćby kilka minut swojego żywota..

No i jeszcze jedno publiczne postanowienie (te publiczne trudniej potem olać:)):
nie poddawaj się Ewka never! i żyj po swojemu!

Tego i Wam życzę, dziękując jednocześnie za pierwszy rok, który z Nami - Wronkami spędziliście:) 
Cały rok lejcie szampana, zajadajcie truskawy i co tam jeszcze lubicie a potem już tylko.....raphacholina:)


p.s. i jak masz mi podarować w przyszłym roku kartę do Reserved lub gdziekolwiek indziej, to wsadź sobie ją lepiej do dupy, bo to żałosne i tyle!
dziękuję za uwagę!


czwartek, 6 grudnia 2012

była sobie książka...

Wrony dorwały książkę... ależ nam dostarczyła różnych emocji: śmiech, zaskoczenie, zdziwienie, mega śmiech, zastanowienie, utrwalenie, śmiech na leżąco... Już niedługo więcej o tym dziele literatury popularno-naukowej bo czytamy, czytamy... z przerwami na ocieranie łez... ale nie zostawimy Was z niczym... oto krótka zajawka... takie tam wybrane cytaty...

UWAGA dla wrażliwych będą słowa: penis... we wzwodzie... jądra... na jeźdźca... Czytasz na własną odpowiedzialność!



- Deklarowana wielkość męskiego członka: 40% upiera się przy 15,5cm... aha..., 30% twierdzi, że aż prawie 18cm... better... a 10% że 20,5cm... dla ułatwienia dla wzrokowców - to prawie taka standardowa linijka szkolna... ohohoho

- Aby prawidłowo zmierzyć długość Jego penisa we wzwodzie (gdyby ktoś był taki ciekawski poza oczywiście samymi zainteresowanymi) należy rozpocząć od podstawy - tam gdzie jądra łączą się z jego trzonem i przyłożyć miarkę od dołu penisa... od dołu bo będzie dłuższy... a oto przecież chodzi... chyba... Zagłębienie się w ową literaturę przynosi jednak wniosek, że "siedzenie okrakiem na przeciętnym wacku zwykle oznacza doskonale przyjemny seks"... to cytat był jak bum cyk cyk!!!

- Pojawiają się też rady dla miłośniczek małego penisa... i tu uwaga jedna jest zaskakująca: "Zachęć go do ćwiczeń Kegla. Nie powiększą penisa, ale go wzmocnią"... a ja głupia myślałam, że o słabe Kegle to tylko do bab można mieć pretensje... hmmm :))) fajowe... bardzo lubię tą książkę!!!

- W książce wypowiadają się różne autorytety - Dr. Jenni albo Dr. Emmey... jest też również Dr. Dick - ale do tego dojdziemy... w specjalnym odcinku dla dorosłych...

I zatem dla przykładu:
Dr. Emmey radzi: "Pierwsza rzecz, o jaką pytam mężczyznę, kiedy delikatnie zaczynamy dotykać tematu wzwodu, to czy ma wzwody poranne" hmmm... ależ ja jestem niedouczona... bo te poranne wzwody podobno bardzo ważne są, jeśli chodzi o rokowania innych wzwodów... hmmm chyba potrenuję: "Cześć... fajnie Cię widzieć... a powiedz mi z Twoimi porannymi wzwodami to wszystko ok jest???"

- Są też rady jak wykonać seksowny striptiz... jedna mi utkwiła w głowie: "...nic nie szkodzi, jeśli zaczniesz się śmiać w trakcie... a nawet kiedy on zacznie to robić!" No to ufff... kamień z serca :))) A i ważne żeby nie zaskakiwać faceta striptizem kiedy ogląda ważny mecz, albo dopiero co wrócił z pracy... no no no!!!

- A czy wiecie dlaczego faceci nadają swoim penisom imiona? Żeby ktoś zupełnie obcy nie podejmował za nich decyzji! Stare ale jare... No i Moje Drogie Panie otóż warto wykreować swoje imię na Jego penisa... coś jak dla pieska czy kotka... czy tam innego oswojonego zwierzątka przydomowego...

Wg źródeł najbardziej popularne imiona / pseudonimy:
- Pan Szczęściarz (plus 10 do Ego... czy też może: poszczęści się czy nie...?)
- Junior (no nie wiem... że mały... czy że taki emocjonalnie związany...)
- Wacek (Jędruś jakoś tak bardziej z polotem by było... i fajnie się odmienia: Jędręk hono tu!)
- itd... - jakąś nudą powiało... 

I tu przychodzą nam autorki z pomocą i podają super amerykańskie przydomki penisów - bo wiemy, że co z hameryki to jest OK i Cool. 

I tak do wyboru mamy:
- Bruce - od Bruce'a Lee ofkors, yes yes, naturlisz
- Energizer - jakoś kojarzy mi się z nerwowo podrygującym różowym króliczkiem... eeee nie
- Big Ben - ale, że co, że tyka - tik tak tik tak - jak bomba???
- Maxwell - to z reklamy kawy - hasło reklamowe brzmiało "Dobry do ostatniej kropli"... przemyślę... nietuzinkowe...
- Jego Wysokość - no dobra zatem Jego Wysokość... do Princess Catherine... na audiencję przybywa
- Arnold - wiemy wiemy - od tego gubernatora
- itd

... a teraz zabawa... polega na tym, że musisz sobie zwizualizować opisywaną poniżej sytuację - dozwolone zamknięcie oczu i uwaga!!! nie wolno się zaśmiać... nic a nic... zero grymasu na twarzy... bo flak będzie... w sensie smutny korniszonek i dupa zbita... 

Jesteś sam na sam z wybranym mężczyzną napalona jak... bez porównań... rozpalona, podniecona... twoje ciało lekko drży... już za chwilę okaże się co tam w tych sexi blue jeansach się kryje - little big little big I don't know - i oto On wyciąga swoje przyrodzenie mówiąc półszeptem:

- skarbie poznaj... Jednookiego Węża...

albo

- skarbie a oto... Biały Ogier

... nadal nie wolno się śmiać bo przegrasz...

albo

- kochanie mam dla Ciebie tutaj Broń Masowej Satysfakcji...

... aaaaaaa :))))...

KONIEC ZABAWY - przegrałaś - ale luz Ja też :)))

... więcej napiszemy jak będziesz na to gotowa :))) ... jest też rozdział o dziwnych zachowaniach jąder (unoszą się, kurczą i takie tam)... dowiedziałam się też, że w Starożytnym Rzymie mężczyzna składający przysięgę chwytał się za jajka... o przepraszam za jądra... tak jak normalnie my teraz zwykle kładziemy rękę na sercu. Angielskie słowo zaświadczyć (testify) pochodzi od łacińskiego testis (jądro). Tadammmm... jądra znaczy ważne są!!!

Aha i jeszcze jedno: penisa można złamać... najczęściej na jeźdźca... tak tak wiem, że wiecie, ale wtedy on - Jednooki Wąż - przybiera barwę czarno-niebieską... O_o ... jak w Lego Ninjago :))) - dr. Emmey tak mówi - a ja jej wierzę!!!

myślę, że ciąg dalszy nastąpi...

ps. dla szczególnie odważnych ujawnimy tytuł książki :)))




piątek, 23 listopada 2012

czy mogę prosić Pana na chwilę do swingowania?

Ciekawe czy jest na świecie taka osoba, która nigdy nie pomyślała chociaż przez chwilę o seksie z kimś, kto nie jest akurat jej aktualnym partnerem. hmmm;)



Nałożone na nas normy, morale, zasady, przyzwyczajenia i własne przekonania każą nam każdą taką przeobrzydliwą zaprawdę myśl zabić, ukatrupić, zamordować i usunąć z mózgu...  natychmiast!
Jedni skutecznie wywalają ją z głowy, inny zamieniają się w seksualnych marzycieli, a Ci co mają zasady głęboko gdzieś, przechodzą do realizacji i dopiero wtedy usuwają temat z czaszki. Tak czy owak chyba z natury człowiek jednak monogamiczny nie jest, ale jest istotą rozumną i nie realizuje każdej swojej potrzeby tu i teraz. Podobnie jest z sikaniem. Nie załatwiamy tego przecież gdziekolwiek i w jakimkolwiek towarzystwie. Jednak nawet badania (łaaa!) pokazały, co tak naprawdę przeciętnemu człowiekowi w głowie siedzi.




Czyli wynik chyba dość przewidywalny. Chcemy w stadzie i z "ciałem obcym" :). Ci co powiedzieli "nie wiem" pewnie wiedzą, ale nie wykrztuszą tego z dzioba za nic!
Człowiek więc sobie kombinuje... Jakby tu zrealizować potrzebę a mimo to zasnąć spokojnie. Jakoś to usprawiedliwić. Rozgrzeszyć. Prawdopodobnie stąd biorą się różne pomysły na "zdrady" i "seksualne mixy" za tak zwanym przyzwoleniem.
Swingersi - wcale nie nowy, zdefiniowany już "produkt", będący efektem chęci zrealizowania ludzkich paskudnych potrzeb (a fuj, fuj, fuj!) bez społecznego potępienia.
Wesoła zabawa ku radości wszystkich...Taka ogrodzona piaskownica dla dorosłych. Lubisz bawić się z Kasią i Basią to chodzisz tam, gdzie się one bawią i raz bawisz się szpadelkiem z jedną a innym razem grabkami z drugą. Ale mieszkasz i żyjesz cały czas z Tereską. Do tego Twoja Tereska nie walnie focha i nie dostaniesz w pysk, bo przecież Tereska też nieźle się w tym piasku bawi :). Wracasz z piachu do domu umorusany po dziób, idziesz pod prysznic i już. Po temacie. Życie toczy się dalej. Proste?

Jako osoba ciekawa życia, ale nie urodzona niestety po roku 1985, musiałam dokształcić się w materii owej. Gdy bardziej pogrzebałam w sieci okazało się, że temat swingowania jest dość dobrze zorganizowany. Aż mi nieco głupio, bo dla wielu osób pewnie nowości nie głoszę, ale istnieją na tym zepsutym :) świecie specjalne kluby dla swingersów z podziałem na kategorie uczestnictwa.
W klubie na wejściu dostajesz kolorową opaskę, sugerującą jaki jest Twój "plan na wieczór":

A. swinguję tylko z jedną parą (takie HB)
B. swinguję z kimkolwiek (chyba można przyrównać do ALL INCLUSIVE)
C. się tylko przyglądam innym a swinguję z własną kobietą/facetem (takie wczasy bez wyżywienia jakby, czyli jedziesz na głodzie ;))

No i co? Okazuje się, że potrzeba jest jednak matką wynalazku...
I tak z grzechu wielkiego płynnie i bezboleśnie możemy przejść - do przecież tak pożądanej w każdym udanym związku - wspólnej pasji :).

pozdrawiam weekendowo i tanecznie:)





piątek, 9 listopada 2012

chrapać każdy może...czasem dźwięcznie lub trochę gorzej!

Wielkie natchnienie przez doświadczenie. To poczułam właśnie. Obserwacja różnych - z pozoru zwykłych - zjawisk staje się moją obsesją, natręctwem (?). Zauważyłam nawet, że zaczynam notować różne banały i zapisywać onomatopeje, bo mnie fascynują i bawią do łez.

Chrapanie, czyli wydawanie podczas snu świszcząco - chrapliwego dźwięku. 
Charczenie, burczenie, sapanie i gulgotanie.

Medycyna podaje wiele definicji i klasyfikuje chrapanie na wiele mądrych kategorii. Najczęściej nazywa to zjawisko dość rubasznie - wibracją języczka. Z medycznego punktu widzenia to co z chwilę wyprodukuję pewnie nie ma żadnego sensu, ale muszę ten temat uporządkować jakoś, bo inaczej spokoju nie zaznam!

Chrapol napity - zwykle dźwięki wydaje po spożyciu dużej ilości płynów wszelakich. Mocne płyny wywołują dźwięki o charakterze gulgotu płynąco - napierającego. Są tak głośne, że budzą nawet starego i kompletnie głuchego psa. Zapewne jest to efekt wibracji idącej po stropach.
Nieco lżejsze płyny wywołują dźwięk przypominający końskie prychnięcia połączone z charakterystycznym telepaniem warg. Takie pryy, brrr, pryyy, bryyy + telepanie!

Chrapol płochliwy - chrapanie jego jest bardzo donośne. Odbywa się w serii i zakończone jest przeraźliwym rykiem, budzącym nawet samego chrapiącego. Chrapol na dźwięk własnego chrapu, budzi się wystraszony, siada, rozgląda bacznie i podejrzliwie. Przez jego myśl przebiega pytanie: "co mnie obudziło do cholery? jakiś hałas?". Wszyscy są podejrzani. Uspokaja się po chwili, kładzie się i zasypia natychmiast. Aż do kolejnego własnego chrapu pierdolnięcia. Znów powstaje, oczy wybałusza, strach go oblatuje. Kto to? Kto to nie daje mu spać?! Tego niestety nie dowie się nigdy!

Chrapol kanapowy, często zwany także walczącym - siedzi i patrzy w TV. Stopniowo zasypia. Zwykle pierwszą oznaką tego faktu jest wypuszczenie z ręki pilota. Pilot opada na podłogę i głowa chrapola delikatnie odchyla się do tyłu...START! melodia płynie w przestrzeń. Zdyscyplinowany przez głos z zewnątrz: "Cicho bądź!" zwykle budzi się i krzyczy: "CO JEST, CO JEST?! NIE ŚPIĘ, NIE ŚPIĘ!". Podnosi błyskawicznie pilota, przełącza bezrozumnie na inny, zupełnie dowolny i przypadkowy kanał (udowodnić się stara, że łapie jednak wątek) i historia znowu się powtarza. Pilot-głowa-melodia-"nie śpię, nie śpię"!

Chrapol zdyscyplinowany - ten chrapie sobie miło, ale ma dość mocno zakorzenioną w umyśle traumę z tym faktem związaną. Wie, że to robi, bo został przez współtowarzysza męki (kogoś kto szeruje sypialnię) poinformowany o tym fakcie wielokrotnie. Jest zatem poważnie tym własnym chrapaniem zestresowany. Dotknięty przez sen koniuszkiem małego palca - podskakuje na łóżku jak poparzony. Ruchem a'la foka natychmiast, bez jakiegokolwiek protestu, niemalże w powietrzu obraca się na bok. Wtajemniczeni wiedzą, że pozycja boczna pomocna jest wielce, gdyż ogranicza ilość wypuszczanych z paszczy dźwięków.

Chrapol nerwowy - charakteryzują go zachowania impulsywne. No spróbuj mu przerwać! Spróbuj bezczelnie przerwać śpiew syreni ten! Wyrwie Ci kołdrę spod tyłka, wypuści z zamulonego snem umysłu wiązkę słów nieskładnych i wulgarnych zarazem. Wyjdzie, walnie drzwiami, zagrozi definitywnym rozstaniem i rychłą wyprowadzką (ileż można przecież to ciągłe i brutalne przerywanie snu znosić?!) i pójdzie spać gdzieś w cholerę (ufff, thanks god!) a rano kompletnie nie wie dlaczego spał na siedząco w innym pokoju.

Chrapol dozujący - ten dozuje Ci tę przyjemność i zaczyna subtelnie...cichuteńko - takie chrapu chrapu, ćwiru ćwiru...Dźwięk ten jednak z każdym chrapnięciem nabiera mocy i po 3 minutach jest rykiem głodnego i chorego na umysle lwa! Gdy ryk osiągnie zenit, bo ludzkie gardło już nic bardziej dramatycznego wyprodukować nie jest w stanie...znowu cichnie, subtelnieje. I brzęczy jak maleńka muszka na łące...jak pszczółeczka jakaś, by po cholernych 3 minutach zamienić się w bezwzględnego gada drącego pysk jakby go ktoś zarzynał! Tak 432 razy, aż nadejdzie świt.

Chrapol sufitowy - ten zawsze patrzy w sufit. Rozdziawia paszczę i z otworu nadaje. Próba przepchnięcia go na bok jest misją dla 007. To jego ulubiona pozycja..jest bardzo wygodna i na dodatek wtedy ładnie w rurze gra! Leży jak bal, jak kłoda, często układając ręce jak zapory na boki, jak męczennik na krzyżu jakimś. I choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc kotletów i każdy nie wiem jak się wytężał...to nie udźwigną - taki to ciężar!

Chrapol lokomotywa - charakterystyczny, bo i dźwięk, który wydaje łatwo z lokomotywą pomylić...taką na węgiel. Puf - przerwa - fuf - przerwa -  uff - przerwa - fuffffffff - stacja. Chwila ciszy. I od początku.Towarzyszy temu wydymanie w balon ust. W zasadzie ta opcja jest nawet ok. Jeśli osadzona jest w cyklu dość równomiernym i harmonijnie powtarzającym się, może nawet uśpić słuchacza. Jest to cicha wersja chrapania. Gdy się pojawia u osobnika będącego częściej np.: chrapolem sufitowym, oznacza, że tego dnia masz fart i nawet spokojną noc, pełną relaksu z możliwością przespania nawet do dwóch godzin w jednym ciągu.



Ważna informacja!
Postaraj się za wszelką cenę zasnąć pierwsza! Jeśli akurat nie chce Ci się spać to możesz wypić butelkę wina lub ogłuszyć się jakimś tępym narzędziem. Pamiętaj! To jest wyścig! Kto zaśnie pierwszy - zwycięża!

Jeżeli któraś z Was zna faceta śpiącego zupełnie po cichu..radzę go sprawdzić, być może jest nieżywy;)



   a teraz szybkie cytaty z dziś, robiłam mini badanie:)

  "jak mój tata zacznie chrapać (a mamy raczej duże mieszkanie) to ja się kurwa budzę, bo się mury trzęsą! a miał już nawet takie na rękę, że raziło go prądem i NIC"

  "jak chrapiesz to znaczy, że musisz coś wyciąć, bo czegoś masz za dużo! mój brat wyciął migdały!"

  "jak ktoś chrapie to trzeba mu podłożyć kiełbasę...no co? nie słyszałaś?"

środa, 24 października 2012

Hey Panowie czy wiecie jak jecie?

Wychodzi na to, że będzie kolejna klasyfikacja... no cóż robić... życie.

Fakt jest taki, że pójście z facetem do restauracji może zupełnie nieoczekiwanie okazać się kompletnym fakapem... Zwłaszcza, że sama czynność jedzenia nie jest w sumie sexy, zatem jeśli na przystawkę do tego gość ma jakieś ułomności w tym zakresie istnieje duże prawdopodobieństwo, że kobieto umrzesz w tej knajpie na bank albo ze śmiechu albo z przerażenia...



Tak sobie luźno obserwowałam ostatnio i oto typologia zwyczajów żywieniowych samców.
(tytuł odcinka: "Samce wychodzą na żer", czyta Krystyna Czubówna)

1. Na Zygzaka McQueena - jestem szybki!!! - czyli nie jadłem nic co najmniej od 2 tygodni i wchłonę teraz to wszystko w rekordowym tempie, w dowolnej kolejności, a najlepiej wszystko naraz... obyś kobieto zdążyła tylko łyka kawy złapać... a patrząc na tego Pana zastanawiasz się czy nie prościej by było, aby szeroko otworzył usta a Ty z gracją i wdziękiem zgarnęłabyś mu wszystko jak leci z talerza wprost do przełyku... jak zacznie się podduszać lekko można popchnąć jakimś tępym narzędziem. I w Twojej głowie natychmiast pojawia się pytanie: w czym jeszcze Drogi Zygzaku jesteś taki szybki....?

2. Mr. Papka - oto mój najgorszy typ... Wyobraźmy sobie taką sytuację: gość zamawia proste danie - ziemniaki młode z wody, sztuka mięsa, sałatka (dowolna). Niby wszystko ok... I tu nagle ten oto Pan Papka za pomocą widelca zamienia się w dziabdziaka - czytaj: rozgniata te pięknie podane okrągłe ziemniaki na papkę, da radę również z brokułem czy kalafiorem, do tego mięsko a jakże, miesza to wszystko w jeden bliżej nieokreślony papkowaty twór... a najlepiej jakby troszkę sosiku było na talerzu - no to wtedy dziabdzianie jak marzenie... i tą oto konsystencję partiami pakuje na widelczyk (ten typ nie wie co to nóż) i hop do buzi jak to mamunia zwykła była dawać syneczkowi... aaaaaaaaaaaaa RUN Kobieto RUN!!! 

3. Myśliwy - dość często występujący wśród samców... On nie je On poluje na talerzu... nie wiem czy nie zauważył, że to coś już dawno nie żyje i zostało poddane obróbce cieplnej... nie ważne On jest żądny krwi. Je dość szybko (ale tempo do zaakceptowania), zdecydowanie i lekko zachłannie, ma napięte mięśnie, nie kroi, a szarpie mięso jak Reksio szynkę... a jak już trafi mu się krwisty stek, do którego szanujące się restauracje podają widelec z ząbkami... no to jest w 7 niebie. Wkłada mega wielkie kawałki do ust... dodam... dość często patrząc Ci prosto w oczy... i nie wiadomo co tu robić: pochwalić samca za elastyczny otwór gębowy, czy też spuścić wzrok i spłonąć rumieńcem. Jakby nie było jest to typ raczej pozytywny, lekko drapieżny... ale co tam kto lubi :) 

4. Dźwiękowiec - ten delikwent tylko dla ludzi o mocnych nerwach. Tu jest dużo różnych podtypów... mam nadzieję, bo jeśli trafi się taki co ogarnia to wszystko to należy szybko coś zasymulować, zemdleć najlepiej... Otóż dźwiękowiec jak sama nazwa mówi ... On: sapie, mlaszcze, puka sztućcami w cokolwiek, glamie, piłuje porcelanę, dmucha na żarcie, zasysa resztki z między zębów, siorbie, mega głośno przełyka i co najgorsze... beka... ale tak do wewnątrz (niby bezszelestnie)... aaaaaaaa... przez chwilę staje się chomikiem z wydętymi policzkami i pałaszuje dalej... i tak kilka razy... o co chodzi z tym bekaniem? W sumie ostatecznie dobrze, że jednak tym otworem... bo nie mam pewności czy samce posiadają umiejętność robienia tego do wewnątrz innym otworem również...

5. Myśliciel - przed wizytą w knajpie z tym Panem koniecznie zjedz obiad... a jak szykuje się dłuższy wieczór zrób sobie kanapki do torebki... bo może i nawet będzie fajnie... ale na bank, przy dobrych lotach dasz radę przełknąć może 3 kęsy... Ten typ je w dobrym stylu, nic Cię nawet nie drażni poza jednym maleńkim faktem... de facto On nie je... Czyli nadziewa nawet coś na widelec i.... stop klatka... mówi do Ciebie, myśli, zadaje Ci pytania - i nie wiesz możesz jeść czy nie możesz? po czym chwilę pojeździ nadzianym kęsem po talerzu i.... stop klatka... i znów... możesz jeść czy nie możesz? Jak masz szczęście podniesie widelec w kierunku ust... myślisz sobie ojacieszpierdziele to jest Twoja chwila prawdy... teraz albo nigdy... i stop klatka... zawiecha w powietrzu - Ty też musisz zawisnąć obowiązkowo! - dlatego też pamiętaj nie wolno zamówić Ci zupy... Po 15 minutach myślisz sobie... ok rozkręci się na pewno... otóż nie... po przełknięciu jednego kęsa często odkłada widelec... i na przykład pije w tym samym zawiesistym stylu, albo wyciera usta chusteczką... również z kilkoma pauzami... I teraz sposobem na przetrwanie i nie padnięcie z głodu jest wyjście do toalety celem skorzystania z prowiantu awaryjnego :)

6. Hurtownik - z Nim najlepiej iść tam gdzie podają szwedzki stół... i masz temat z głowy nie będzie obciachu, bo zginie w tłumie. A w restauracji wybierz największy stolik najlepiej na 4 lub 6 osób, gdyż właśnie w imieniu tylu osób ten Pan zje kolację. Masz pewność, że zamówi pół karty - od starterów po desery... siedź cierpliwie i patrz jak rosną stosy talerzy obok Ciebie. Przygotuj się też na najgorsze - otóż ten Pan będzie uprzejmy próbować dań również z Twojego talerza... że niby taki smakosz... jak osiągniesz granicę wytrzymałości dozwolone jest wbicie widelca w jego dłoń! Amen!

7. Tadek nie Jadek - oto osobnik, który zanim zamówi cokolwiek rozłoży kartę dań na czynniki pierwsze i za pomocą kelnerki wyliczy kalorie i indeksy glikemiczne każdego dania. Ostatecznie zwykle zamawia sałateczkę i nadal wybrzydza na talerzu. Jest bardzo, ale to bardzo Fit and faken Health i gardzi tym co Ty jesz i jak w ogóle możesz... Nic nie szkodzi też oczywiście, że po kolacji wracając do domu cichaczem odwiedzi McDrive lub też pod osłoną nocy opróżni pół lodówki...

8. Dziobak - nie ma dramatu z tym Panem ale przyjemności też nie za wiele... gdyż Pan Dziobak je ze spuszczoną głową, a widelec jest przedłużeniem jego nosa... tu coś dziobnie, tam coś dziobnie... bez ładu i składu w przypadkowej kolejności... Raz na jakiś czas oderwie wzrok od talerza, ale na chwilę jakby bał się, że zlecą się inne ptaki i wszystko mu wydziobią... zatem dziob dziob dziob... rytmicznie i jakby od niechcenia.

9. Smakosz - jak do restauracji to tylko z tym Panem... uwielbiam... wie co lubi, wie co je, wie jak je... Nie zaspokaja tylko głodu On czerpie z tego przyjemność - smakuje (nie łyka natychmiast, tylko rozkoszuje się smakiem w ustach - to widać na jego twarzy), zwraca uwagę na aromat dania, je w dobry tempie, potrafi doprawić, nie boi się różnych, nowych smaków... a jeśli jeszcze Ci coś zarekomenduje... to możesz być pewna że to strzał w dychę!!! 

SMACZNEGO!

ps. czekamy na Wasze typy :)

ps. jest jeszcze jeden typ "zapłać za mnie", ale to dłuższa historia :)

kasia


photo: fotolia.pl

środa, 19 września 2012

i jak tu zrozumieć kobiety?


I jak tu zrozumieć drugiego człowieka? I to w dodatku babę?
O błogosławionym stanie już kiedyś pisałyśmy... tutaj

...ale zainspirowane otaczającym światem i odnalezionym w necie tekstem, upłakane przy tym ze śmiechu, postanowiłyśmy temat rozwinąć i o kilka ważnych elementów uzupełnić.




Co ma zrobić mężczyzna, aby dobrze zrozumieć kobietę w ciąży? 
Instrukcja - krok po kroku:


1-3 miesiąc 



1. Każdego wieczora organizuj sobie zatrucie pokarmowe - np.: zjedz mocno przeterminowaną rybę i popij zimnym mlekiem. Później dowiesz się, po co. 
2. Następnego ranka wstań, weź pigułkę nasenną i idź do pracy. Jeśli rzeczywiście bardzo źle się czujesz - zostań w domu, ale nie zapomnij posprzątać, zrobić zakupy i ugotować obiad. 
3. Do kostek u nóg przywiąż sobie woreczki z piaskiem - minimum po półtora kilograma na każdą nogę.
4. Przed wyjściem z domu włóż do kieszeni zgniłego ziemniaka i nie wyjmuj go za żadne skarby świata! Jeżeli nie czujesz go wystarczająco dobrze dołóż jeszcze jednego do drugiej kieszeni tak, aby zapach był intensywny, wyraźny i nie pozwalał o sobie zapomnieć.
5. Tego nie jedz, nie wolno Ci. Tego też. I tego. Najlepiej zjedz jabłko - zdrowe i mało kalorii!
6. Rzuć wreszcie te papierosy! Kawę, wino, coca-colę, piwo i inne napoje gazowane też! Sushi to Twój wróg!
7. Usiądź wygodnie i zjedz jogurt. Jeśli nie masz ochoty - to chociaż trochę. Jogurt jest zdrowy!
8. Zwymiotowałeś? Trudno. Posprzątaj po sobie. Nie wołaj żony - jest zajęta, a poza tym je obiad. 
9. Wyrzuć wszystkie leki z domu. Są Ci teraz zupełnie zbędne. Nawet jeśli coś urwie Ci nogę, nie możesz ich zażyć! Absolutnie!
10. Idź do szpitala na pobranie krwi. Muszą zrobić niezbędne badania. 
11. Trzy razy w miesiącu chodź na badania do proktologa. 


3-6 miesiąc



1. Do brzucha przywiąż materac z wodą. 
2. Nie odwiązuj go nigdy! Nawet, gdy się myjesz, ubierasz i próbujesz wciągnąć buty. 
3. Śpij również z materacem. Jak to, JAK? Na boku! 
4. Nie zapomnij rano zażyć pigułki nasennej. 
5. Przed wyjściem do pracy - wypij minimum litr wody - to pozwoli chodzić Ci do toalety co 15 minut!
6. Bardzo głodny? Przetrzymaj - szybko przełykaj ślinę - niektórym pomaga! Inaczej nigdy nie pozbędziesz się materaca z wodą i będziesz z nim chodził przez kilka kolejnych lat.
7. Przed pójściem spać również wypij litr wody i weź 2 tabletki moczopędne. Po jakimś czasie przestaniesz wpadać na różne przedmioty w drodze do łazienki po ciemku.
8. Do nosa włóż waciki, tak, aby powietrze przechodziło, ale odczuwało się lekką duszność. Wacik noś zawsze.
9. Masz duszności? Otwórz okno - niektórym pomaga. 
10. Odsuń trochę fotel kierowcy od kierownicy - materac się nie mieści - nie sięgasz nogami? Oj tam... dasz radę jakoś! Jak będą na Ciebie trąbić, bo Ci raz na jakiś czas zgaśnie samochód - uśmiechaj się głupkowato i pomachaj do nich wszystkich - pamiętaj, że przez okno w aucie nie widać materaca!
11. Codziennie wieczorem usiądź w rozkroku i rozciągaj się intensywnie - najlepiej jakby żona usiadła Ci na plecach dla lepszego efektu - ból pachwin to zupełnie przyjemna rzecz zwłaszcza na drugi dzień rano!
12. Idź do szpitala na pobranie krwi. Jak to, PO CO? Zrobić niezbędne badania. Co z tego, że już robiłeś?
13. Trzy razy w miesiącu chodź na badania do proktologa. Materaca nie odwiązuj! 



6-9 miesiąc 



1. Każdego ranka siadaj na fotel obrotowy i kręć się przez 10 minut. Gdy już organizm odmówi Ci całkowicie współpracy - wstań i szykuj się do pracy. Kręci Ci się w głowie? No co Ty? Współczujemy, to na pewno minie.
2. Dolej pół wiadra wody do materaca. 
3. Wypij coś moczopędnego, a w pracy wypijaj szklankę wody co godzinę. Módl się o dostępność toalety!
4. Postaraj się nie opuszczać miejsca pracy zbyt często. Bądź czujny, uśmiechnięty, zaangażowany i dyspozycyjny przez cały dzień. Jeśli przychodzi Ci to z łatwością - weź dodatkową pigułkę nasenną. 
5. Zwiększ również wagę woreczków z piaskiem, które masz przywiązane do nóg - do 2 kilogramów każdy Dołóż  po dwa kilogramowe w okolicy bioder i dwa wielkie przyklej na klatkę piersiową.
6. Wieczorem, nie odwiązując materaca, połóż się do łóżka i bądź perfekcyjnym, namiętnym kochankiem! Najlepiej w pełnym oświetleniu!
7. Jeśli wydaje Ci się, że Twoja żona interesuje się innymi mężczyznami - pozostań uśmiechnięty, wspaniałomyślny i wybaczający. 
8. Chcesz się ogolić? Nie, NIE na twarzy! Nie odwiązując materaca, usiądź wygodnie w dużym rozkroku, zapal wszystkie światła i poproś żonę o pomoc. Możesz zaryzykować wykonanie tego zadania przy pomocy lusterka do makijażu - porada tylko dla wtajemniczonych...
9. Poświęcaj żonie więcej czasu i uwagi. Wyobraź sobie, że jej też jest teraz bardzo ciężko! 
10. Nastaw budzik w nocy tak co pół godziny, wstań, pochodź trochę, pooddychaj, idź do toalety... połóż się spać, pogłaskaj żonkę, żeby troszkę ciszej chrapała... ale nie za intensywnie bo rano będzie nie wyspana do pracy... 
11. Idź do szpitala na pobranie krwi. Jak to, PO CO? Po to samo, co zawsze - niezbędne badania. 
12. Trzy razy w miesiącu chodź na badania do proktologa. Oczywiście, że z materacem i workami, co to za pytanie? 



No, dobra! Masz dość? Ok. Zwyczajnie odwiedź po raz dwudziesty znajomego proktologa, niech włoży Ci wielką pomarańczę... GDZIE? Już on wie, gdzie! Teraz oddychaj bardzo głęboko i mocno przyj. I nie krzycz tak głośno, co ludzie powiedzą? Boli? Przykro nam...Za parę godzin na pewno przestanie! Udało Ci się uwolnić od pomarańczy? Wyśmienicie! Teraz możesz już pozbyć się zgniłego ziemniaka z kieszeni  i odwiązać materac. Do worków na klatce piersiowej dołóż po kilogramie, resztę pozostaw bez zmian.

Teraz zamiast materaca z wodą, włóż sobie dużą pieluchę w spodnie i chodź z nią bez przerwy. A za 6 tygodni bądź gotowy na gorący i namiętny seks ze swoją żoną. 

Ona jest taka zaniedbana i już tak długo czeka....



z pozdrowieniami
wrony dwie



słownik wyrazów być może obcych:

proktolog - lekarz specjalista, u którego warto konsultować wszelkie problemy zdrowotne dotyczące jelita grubego oraz okolic odbytu
namiętny seks - seks emocjonalny, uwzględniający i szanujący preferencje i ulubione techniki partnera, spontaniczny, wykonywany z dużym zaangażowaniem, trwający pow. 15 minut
duża pielucha - gruba, niewygodna płachta biała o rozmiarach 20 cm x 45 cm, dostępna w sieci aptek pod nazwą "podkład"

czwartek, 2 sierpnia 2012

koksuś hardkorowy, czyli czym jest mułoreksja

Temat fascynuje mnie już dłuższą chwilę i wywołuje u mnie radosny nastrój połączony z lekkim niedowierzaniem... Jak przystało na osobę rozpaczliwie pragnącą utrzymać BMI w normie, pojawiam się czasami w miejscu zwanym siłownią. Na siłowni (w zasadzie każdej) jest takie specjalne miejsce, pokój, sekcja (jak zwał tak zwał), przeznaczone dla pakerów, hardkorowych koksów i tych którzy pretendują dopiero do tego zaszczytnego miana. Gromadzą się tam generalnie mężczyźni wyciskający! W sali tej samica to rzadkość...a jeśli już się pojawi, łaaaaaaa!



Koksy mają dużo luster w sali owej. Lustra te pozwalają im na baczną obserwację swoich wyczynów i żył wydymających się zewsząd! Koksy patrzą w lustra i podziwiają się bezczelnie i z jeszcze większą bezczelnością porównują swe mięśniorasy z mięśniorasami innych konkurencyjnych koksów. Koksy wydymają się i jęczą, prężą, stękają, pokrzykują, dyszą, wykrzywiają gęby, marszczą czoła i wyciskają. Po każdej takiej zabójczej serii następuje "obchód", czyli defilada po kole celem zaprezentowania tego co już udało się ukształtować w męczarniach. Koksu tych serii wykonuje wiele. Seria-obchód-seria-obchód-seria-obchód...i samopodziw. Tak bez końca.

Koksu ma koszulkę w rozmiarze mini mini, żeby nikt nie śmiał przeoczyć jego muła żadnego. A bulwy to wielkie takie! I są one dosłownie wszędzie! Te bulwiaste mięśnie oczywiście. Ja nawet nie wiedziałam, że człowiek ma mięśnie w takich miejscach...no np.: na dupie... też jest duży mięsień i w pelikanie też:). No i na karku ofkors i to spory, bo się w nim szyja koksa swobodnie w całości chowa :).

Zdarza się na siłowience takiej spotkać koksa z samicą przysposobioną, czyli takiego w parze. Samica koksa jest charakterystyczna i łatwa do zidentyfikowania. Ma skórę w kolorze jakby zatrzasnęła się na 3 tygodnie na łóżku w solarium, zwinięte w rulon paznokcie tęczowe, doklejone rzęski i koszulkę XS z wydżetowanymi skrzydłami anioła na plecach (coś a'la dodzia). Chodzi w stylu "slow motion", nie tyka sprzętów do ćwiczeń (o no no!!!! nie po to tu do cholery przyszła!). Szczęśliwie Pani Bozia dała jej (tak za nic) dupkę jak marzenie i to jest fakt przyprawiający mnie o dość duży wkurw. Raz na 15 minut wiesza się na swoim koksie, potwierdzając tym oto sposobem swoje oddanie i absolutną przynależność do niego (przynajmniej w danym tygodniu).

Kiedyś się złamałam wewnętrznie, kierowana skandaliczną ciekawością i koniecznością przekazania komunikatu werbalnego jednemu z osobników znajdujących się wewnątrz tego raju i wlazłam tam. Trudno to uczucie zapomnieć, przyznam szczerze.

W koksowni śmierdzi mocno. Na tyle intensywnie, że musisz na wydechu jechać, bo inaczej zdechniesz. Robisz wsteczny ciąg silników, czyli wypuszczasz powietrze nosem i wciągasz ustami, bo inaczej - cofka na bank! Mówisz przez to jakby trochę przez nos, ale trudno - taki koszt wizyty! Dookoła atakuje Cię muza rozkręcona do granic wytrzymałości bębenka ucha człowieczego. Główny motyw muzyczny - tsy tsy tsy tsy tsy tsy.....
I choć nie jestem mega blondzią z nogami do nieba i w stroju FIT GIRL z dużym znakiem najka na dupie, to jestem jednak samicą, a wejście samicy wywołuje reakcję typu: STOP KLATKA. Na chwilę zatrzymuje się ta sensacyjna akcja i wiele par gał (oraz pał hahahha;)) powiększa się. Paczą :) Idziesz a oni paczą. Paczą i paczą!. "Stop klatka" trwa jakąś chwilę dopóki nie zajarzą w swoich koksiastych mózgach, że czas "o nią powalczyć", o jej podziw i uznanie oraz ewentualny w oku kurwik. I się wtedy zaczyna! ooo kurwa mać! Wrzucają większe ciężary, stękają jeszcze głośniej, szczerzą kły, pocą się mocniej, jęczą, biegną, podrzucają, podskakują, ciągną jakieś liny, szarpią, pokrzykują i znowu jeczą... a tempo takie, jakby z pilota ktoś do przodu faken przewijał! Ciągną też z butelek z dziubkami piciu jakieś w kolorze.... blue. No woda   źródlana to to raczej nie jest!!!!

Myślisz sobie... łooo ratunku! spierdzielaj babo, bo ducha skłonni w tej walce wyzionąć hardkorowi bracia tutaj!

Łatwo wśród tej gromady zidentyfikować tych dopiero "pretendujących", bo oni właśnie wyglądają good! Jeszcze nie zdążyli nadmuchać muła swego jak balon i nie muszą natychmiast obsikać terenu jak samica wchodzi. I gdyby nie wszechobecny odór testosteronowo-koksiarski, to można by nawet na to przez chwilę z przyjemnością looknąć.




Tak w sumie trochę zazdroszczę Panom podejścia i łatwości z jaką podziwu nad swym ciałem się dopuszczają. Nie mogę zrozumieć jednak, dlaczego nie widzą granicy. Przecież gdzieś po drodze musiał nastąpić moment, kiedy jeszcze wciągali swobodnie nogawki dżinsów na własne udo...
To taka właśnie mułoreksja jakby...
I ja się pytam, po co to wszystko? Czy to się faktycznie komuś tak bardzo podoba? 

ewa

p.s. pragnę dodać jedynie, że załączone foty obrazują "pretendujących" PLUS, bo chcemy mieć raczej ładne fotki na blogu;)

photo: fotolia.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...